Nigdy więcej

Nancy, numer 271, lat 5. Sophia, numer 261, lat 6. William, numer 268, lat 6. John, numer 268, lat 10. Mary, numer 272, lat 8. Wszyscy z Sierra Leone. Narzucone imiona, narzucony los, odebrane życie. To tylko jedna z dziesiątek, setek, tysięcy kart rejestrów milionów niewolników wywiezionych z zachodniej Afryki. Na niewielkiej wyspie, na niewielkim skrawku ziemi, w niewielkiej Gambii, latami rozgrywał się jeden z największych dramatów, jakie kiedykolwiek człowiek zgotował człowiekowi.

To tak, jakby wyrwać z domów i rodzin, wyszarpać przemocą, wśród łez i krwi, zakuć w kajdany niewoli, przerażenia i rozpaczy i sprzedać, po prostu sprzedać, jedną trzecią obecnej ludności Polski. Tak pomyślałem patrząc na mapę dystrybucji niewolników w niewielkim muzeum we wsi Albreda na północnym brzegu Gambii. Od 10 do 15 milionów ludzi upolowanych dla bezdusznego zysku. To tu, w Albredzie, sąsiednim Jufureh a głównie na wyspie świętego Jakuba położonej na środku rzeki rozlanej tu szeroko i słonej od wpychanej przez Atlantyk morskiej wody miliony Afrykańczyków po raz ostatni czuły pod stopami swoją ziemię. Nie znając swojego jutra. Przeczuwając tylko, że będzie ono koszmarem. I było.

Z centrum wsi piaszczysta droga prowadzi w stronę nabrzeża Gambii. Jest potężne drzewo, niewątpliwy i niemy świadek tragedii, jakie się tu przez dziesięciolecia rozgrywały oraz wymowny pomnik, którego głowa z kuli ziemskiej przypomina, że to lekcja do odrobienia przez wszystkich, bez wyjątku. Na piersiach monumentu piętno, jakie wypalano niegdyś na skórze niewolników, znacząc ich pochodzenie i cel przeznaczenia.

Wynajęta za równowartość kilkudziesięciu złotych łódka wiezie mnie na oddaloną od brzegu o 5 kilometrów wyspę z ruinami fortu. Trzeba odrobiny sił i sprawności, by do łódki się dostać i z niej wyjść, drabinki i schodki są bowiem strome i niezbyt wygodne. Ale… rozmowa o niewygodzie w tych okolicznościach wypada co najmniej bardzo, bardzo niezręcznie.

Wyspa znika. Rok po roku obmywana nurtem Gambii i odczuwalnymi tu silnymi prądami i morskimi pływami przegrywa z żywiołami. Początkowo była kilkukrotnie większa. Jeśli nic się z tym nie zrobi ten unikalny symbol trudnej historii pogrąży się w rzece i ostatecznie zniknie w ciągu najbliższych lat. Zniknie, choć samo niewolnictwo, pod różnymi postaciami, trwa w najlepsze. Mój przewodnik obawia się o los tego miejsca. I choć zdaje sobie sprawę z nieuchronnego zagrożenia dla tego skrawka lądu zapewnia mnie, że są już pieniądze i pomysły, by ta blizna na ludzkich sumieniach przetrwała. Wyspa sprawia przygnębiające wrażenie. Jest cicho. Bezlistne drzewa, jakby pozbawione życia, chwilami pochylające się na boki, jakby przytłoczone ciężarem tego, co oglądały.

Pusto. Nikt tu nie mieszka. Nie ma tu żadnych handlarzy i nie słychać ich nawoływań. Są za to przygnębiające ślady. Podmurówki niewolniczych baraków. Resztki fortecznej kuchni i kantyny. Plac, na którym wystawiano i licytowano niewolników. Ruiny sali, w której znużeni targowaniem kupcy dolewali sobie do kielichów wina i zaznawali uciech ze sprowadzonymi dla nich kobietami z niewolniczym piętnem wypalonym na ich zbezczeszczonej wielokrotnie skórze.

Jest też szczególny loch. Niewielki i ciasny. W nim łamano ducha tym, którzy byli najsilniejsi, potencjalnie najbardziej dla handlarzy niebezpieczni. Wtłaczano ich tu nawet 40-stu i zamykano. Marne racje wody i jedzenia podawano przez jedyne, zakratowane okienko, zmuszając nieszczęśników do bezwzględnej, instynktownej walki o dostęp do tych mizernych porcji zapewniających przetrwanie kolejnego dnia.

Narodziny tego ponurego miejsca mają w sobie i polski akcent. W XVII wieku pojawili się tu Łotysze z Księstwa Kurlandii, będącego wtedy lennem Rzeczypospolitej. Wyspę ogłoszono wówczas kolonią Kurlandii, więc formalnie stała się polskim terytorium, najprawdopodobniej jedyną kolonią w historii naszego kraju.

Wyspa i fort były celem bitew o wpływy. Przechodziła przez ręce Portugalczyków, Holendrów, Anglików i Francuzów. Padła też łupem piratów. Żadna z tych zmian nie oznaczała jednak nigdy nadziei dla więzionych tu Afrykańczyków. Żaden ze sztandarów nie niósł im oswobodzenia. Gdy na początku XIX wieku, w 1807 roku, Brytyjczycy znieśli w Gambii niewolnictwo, na wyspie przebywała jeszcze grupa blisko stu nieszczęśników. W akcie ostatecznego okrucieństwa „zwrócono” im wolność. Mieli sami, wpław, popłynąć sobie na stały ląd. Zdradliwe prądy, silny nurt Gambii, polujące w niej drapieżniki i zabójczy dla wyniszczonych pływaków dystans przypieczętowały ich los. Nikomu się nie udało. Nie udało się też od 1807 roku zwrócić godności i wolności milionom. Ich niedola trwała jeszcze długie dziesięciolecia. Odpływam z wyspy, jak to uczynili Brytyjczycy w 1830 dopiero roku. I na lądzie zaglądam jeszcze do muzeum niewolnictwa. Niech przemówi tylko kilka eksponatów.

Jufureh i Albreda stały się słynne m.in. dzięki powieści „Korzenie” Alexa Haleya, który posiadając gambijskie korzenie opisał poruszającą historię rodu swoich przodków. Zekranizowaną później serialem o Kunta Kinte. To jego imię nosi od 2011 roku wyspa.

Bez znaczenia jest dla mnie, czy Kunta Kinte istniał naprawdę, bo wiem, że jakiś istniał. Istniały ich miliony. Nieważne jest też dla mnie, czy rację mają niektórzy mieszkańcy Albredy i Jufureh, którzy zarzekają się, że w ich żyłach płynie krew bohatera „Korzeni”. Gdy po tej wycieczce wracam do swojego pokoju zagląda do niego nieoczekiwany, kilkuletni gość.

Patrzę na niego z nieodpartym, gorzkim poczuciem, że imiona jego rówieśników widziałem kilka godzin wcześniej na stronach niewolniczych rejestrów. I że także takich malców jak on upychano pod pokładem statków, które wiozły te przerażone dzieci, miesiącami, w nieznane. Często po śmierć. Nigdy więcej…

3 thoughts on “Nigdy więcej

    • Myśli o tym miałem, acz niezbyt intensywne ani regularne, jak i moje wpisy na blogu 🙂 Znając siebie i skłonność do prokrastynacji i podkopywania własnych możliwości… raczej wątpliwe 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s