Góry Żółte – Huangshan – część 2

Po pierwszym, deszczowym i mglistym dniu w Huangshan Scenic Area, kolejne dwa budziły mnie i żegnały bezchmurnym niebem i bezkresnym widokiem. Zrozumiałem dlaczego niektórzy przemierzając tutejsze szlaki wspominają, że czuli się, jakby mieli przed oczami fantastyczne, nierealnie wręcz piękne góry z filmu Avatar.

Czytaj dalej

Reklamy

Góry Żółte – Huangshan – część 1

Zobaczyć Góry Żółte, nawet gdy się w nich już jest, to nie taka prosta sprawa. Zanim tam pojechałem wiedziałem o – średnio – 250 dniach w roku, które skrywają te piękne szczyty za szczelną zasłoną chmur. Unikalne zjawisko „morza mgieł” zachwyca tu tajemniczością, ale większość turystów okrada równocześnie z szansy na podziwianie zapierających dech w piersiach widoków. Gdy stawiałem na górskim szlaku pierwsze kroki w uporczywym deszczu i mlecznej mgle byłem pewien, że poszerzę grono podróżników, których relacje o tym, czego nie zdołali zobaczyć czytałem przed wyjazdem do Chin. Nic bardziej mylnego. Po 3 dniach wyjechałem z Huangshan z takimi poparzeniami skóry, że wylądowałem w szpitalu w gabinecie dermatologa.

Czytaj dalej

Wśród „rodaków”

W praktyce poza nazwiskiem nie łączy mnie z tym krajem nic. Podejrzewam, że w moich żyłach nie ma nawet kropelki madziarskiej krwi. A jednak, gdy po raz pierwszy przekraczałem granicę węgierską poczułem coś, co trudno zdefiniować. Bo nosząc takie nazwisko przez całe życie czułem, jakbym nosił też na sobie ciuchy przesiąknięte zapachem węgierskiego ogniska.

Czytaj dalej

Lwowski erotyk

Para lśniących, idealnie krągłych piersi zdawała się rzucać wyzwanie. Prowokowała, by wyciągnąć w ich stronę dłonie. Ośmielała. Jestem w obcym mieście – pomyślałem. W obcym kraju. Nikt mnie tu nie zna. A to, że nie jestem ani pierwszym, ani ostatnim? Decyzja jednak zapadła – ulegnę i spróbuję – zwłaszcza, że usłyszałem też pewną obietnicę.

Czytaj dalej

W pogoni za miłością

Rodzina Capuletich z pewnością tam nie mieszkała. Nie jest nawet przesądzone, czy Julia istniała naprawdę. A balkon rozsławiony w dramacie Szekspira o parze romantycznych kochanków został dobudowany do zabytkowej kamienicy tuż przed II Wojną Światową. Ale zakochanym chyba nie wypada tego mówić. Historia i tak świetnie się sprzedaje. Miłość świetnie się sprzedaje. Zwłaszcza w Weronie.

Czytaj dalej

Sklejone życie

Miasto rozkrojone nie tylko na dzielnice. Posiekane podziałami głębszymi niż dno rozpływającej się między jego wyspami i kanałami Sprewy. Rozdarte między światowymi potęgami, wpływami i wartościami. Dziś – sklejone – oferuje podróżnym cały świat w jednym miejscu, pełnym nadających mu tylko charakteru blizn trudnej przeszłości. Oto jak zachwycił mnie Berlin.

Czytaj dalej

„Czarny” szlak

Czarny, bo trudny? W pewnym sensie tak. Dla wielu jest bowiem pełen przepaści zgorszenia. Z szokującymi widokami. Szlak, na którym depcze się po głazach świętości i tabu. Bez wątpienia wytrącający z kolein myśli uczesanych i ugrzecznionych. Prowokujący. I dlatego tak kusząco ciekawy. Warto więc stanąć na krawędzi, krawędzi szlaku „czarnego”, Davida Ćernego, w Pradze.

Czytaj dalej

Smaki Toskanii

Znakomite wino, aromatyczne szynki, jedwabista oliwa a może wyrafinowane sery? Czy to murowani faworyci do miejsca na podium toskańskiej kuchni? Niewątpliwie. Ale ja umieszczę dziś na nim mniej romantyczne propozycje : lampredotto – przypominające nieco polskie flaki, ribollitę – zupę z czarnej kapusty oraz matrice – danie z macic jałówek. Zapraszam do krainy kulinarnej magii w sercu Florencji i witam na targu Mercato Centrale.

Czytaj dalej

Powrót do przeszłości

Nie pamiętam, czy miałem na własność choć jeden. Ale bez wątpienia o nich marzyłem. Były wtedy bowiem czymś upragnionym. Czymś, co nadawało chłopięcym snom realne kształty. I nagle, po latach, znów je zobaczyłem.  Odrapane i podniszczone, jak ja – ale cenne, jako kawałek własnej tożsamości pisanej w czasach, gdy wszystko było jeszcze niewinne i mogło potoczyć się inaczej.

Czytaj dalej