To nie jest photoshop

Jest tu krzywa wieża. Odchylona od własnej osi o blisko 2 metry. Mimo to, wbrew popełnionym błędom budowniczych i niszczycielskim siłom natury i czasu, wytrwale stoi od blisko pół tysiąca lat. To Włochy. A kto w tym miejscu zaczyna podejrzewać, że naprowadzam na trop zbyt czytelnie, by mogła to być Piza, ma rację. To nie Piza.

Gdy za oknem panoszy się coraz bardziej szary, bury, nijaki i raczej przygnębiający swoją monochromatycznością listopad, warto zatopić wzrok w miejscu, które nie wspomnianą wieżą słynie, ale kolorami. I to tak bajecznymi, idyllicznymi, pocztówkowymi i jaskrawymi, że aż nierealnymi. Nie dziwię się tym, którzy odkrywając tę wyspę najpierw przez internet nabierają przekonania, że patrzą na fotografie podrasowane, technicznie podkręcone i wypieszczone paletą cyfrowo nasyconych barw. Aż przychodzi moment, gdy schodzi się na ląd i uderza rzeczywistość. To nie był photoshop. Tu naprawdę tak jest!

Najbarwniejsza perełka Laguny Weneckiej, Burano, jest wysepką zamieszkałą przez raptem kilka tysięcy mieszkańców. Los przydzielił im adres w raju – takie odnosi się wrażenie. Bo na oblewanym błękitną wodą skrawku ziemi wydartej morzu tęczowa zabudowa jest niczym beztroskie chlapnięcia malarskim pędzlem unurzanym wcześniej we wszystkich możliwych puszkach farb zalegających na półkach marketu budowlanego. Jednak nie ma w tym przypadku. Lokalne władze pilnują, by kolory, choć sprawiają wrażenie dystrybuowanych nieskrępowanie, zdobiły przytulne chatki wedle określonych reguł. Nie ma więc samowolki, nie ma stykających się ze sobą domków tego samego koloru, nie ma budynków zaniedbanych i nieodświeżonych przynajmniej rok wcześniej. Ingerencja samorządu jest tu jednak tak umiejętna i subtelna w efektach, że w ogóle nie odwraca uwagi od bajkowych wrażeń. Ani nie przywołuje na myśl kiczu. A skoro już o odwracaniu lub przykuwaniu uwagi.

Podobno upstrzenie elewacji było pomysłem miejscowych rodzin rybackich, które w zmaganiach z nierzadkimi w lagunie gęstymi mgłami nie mogły liczyć na nawigacyjne wsparcie latarni morskiej. Jaskrawe kolory miały więc ułatwiać rybakom powrót pod właściwy adres. Z przymrużeniem oka w obiegu jest i inna teoria – także o odnajdowaniu słusznej drogi do domu. Otóż wyróżniające się kolory miały przyjść w sukurs ubzdryngolonym, żonatym rybakom, aby zaburzona promilami nawigacja nie zawiodła ich pod adres innej damy. I tak oto powodowana pozornie remontowymi motywami zachęta partnerki do przemalowania lokum zyskuje drugie dno. Gdzie jak gdzie, ale w Wenecji niezastąpione. O ile stabilne.

O dawnej i chyba wymierającej dumie Burano – sztuce koronkarstwa – trudno pisać, mimo że od koronkowych wyrobów roi się na licznych straganach i w sklepowych witrynach. Trudno wszak pozbyć się wrażenia, że obok niewątpliwych, acz nielicznych, lokalnych wyrobów prym wiodą te, które i pod innymi szerokościami geograficznymi wylewają się wartkim strumieniem z transportowanych z Chin kontenerów.

Koronkowo utkane są za to dwa utwory, którymi z Czytelnikami – i Słuchaczami – chcę się podzielić. Może klimatem odstają od wielobarwnych uliczek Burano, odstają na pewno, ale nie może być przecież zbyt pięknie, prawda? Ale cudnie jest w tych dźwiękach i słowach pobłądzić. Jak w uliczkach Burano.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s