Koniec świata

Koniec świata. Brzmi fatalistycznie. Złowieszczo. Miałem z nim do czynienia dwukrotnie. I – choć może to ocierać się o przewrotność – były to spotkania krzepiące i podnoszące na duchu. Bajecznie uwalniające od brzemion codzienności. Pozostawiające niedosyt i ochotę na więcej. Oto koniec świata w skandynawskim, norweskim wydaniu – Verdens Ende.

Czytaj dalej

Reklamy