Być ostatnim…

Pensjonat ewidentnie szykował się już do zamknięcia sezonu. I tak był jednym z nielicznych, które jeszcze tu działały. „Mamy gości tylko w dwóch pokojach” – wyjaśniła na powitanie właścicielka. „Ale jutro wyjeżdżają”.

Cisza, pustka i spokój osiadały na Siviri jakby podwójną warstwą – pogrubioną nie tylko gasnącym zazwyczaj o tej porze roku światłem sezonu turystycznego, co dodatkowo piętnem pandemii. Wystarczyłyby palce dwóch dłoni, aby zliczyć bary, restauracje i sklepy jeszcze otwarte, ale pozbawione pulsu życia i turystycznego tętna. Jakby toczyły się tylko siłą bezwładności, energią oddalającego się i sponiewieranego cieniem covidu lata, grawitacją przyzwyczajenia i leniwymi okazjami do spotkań z nielicznymi znajomymi. Ma to swój urok. Wyzwala od tłumów i zgiełku a w zamian oferuje relaksujące poczucie, że oto ma się tu wszystko na własność. Bez pośpiechu, bez walki o leżak, wolny stolik, miejsce przy basenie. Nie podejrzewam tak czy owak Siviri o turystyczny harmider nawet w klasycznych okolicznościach, ale w tych posezonowych i okołopandemicznych było nie rozemocjonowaną rozmową, a dyskretnym szeptem. A nawet milczeniem. Pozatrzaskiwane okiennice domów wczasowych i rodzinnych pensjonatów, opustoszałe apartamenty znad linii brzegowej, których pysznymi widokami z nieruchomych okien nikt już się nie zachwycał.

Wyjeżdżając wtedy z Siviri można było mieć satysfakcjonujące skądinąd poczucie, że gasi się w nim i tak już mdłe światło. Nieco żywszym blaskiem miało ono jeszcze pobłyskiwać w Afitos, ale na szczęście i ono przestawiło się na wersję „slow”, choć z racji swych atutów zdołało utrzymać przy sobie wolniej ulatniającą się tu atmosferę chalcydyckiej destynacji. W plątaninie urokliwych uliczek populacja turystów zdecydowanie ustępowała już cieszącym oko fantazyjnym kwietnikom – „specjalności zakładu” – a powiewające w popołudniowym wietrze obrusy bezludnych stolików rywalizowały błękitem swoich wzorów z wodami uspokojonej w dole zatoki. Puste oparcia leżaków wpatrywały się w pozbawiony fal i wczasowiczów akwen. A z jednego z lichych i wysmaganych wiekiem i bryzami domków pyszniących się swoim niemal plażowym położeniem emerytowany już zapewne lokator wyszedł nieśpiesznie na tradycyjną kąpiel bez trudu odnajdując między ostrymi kamieniami nabrzeża i krawędziami raf znane sobie piaszczyste przejście. Piękna emerytura. I piękne wczasy. Po sezonie. Gdy nie jest się jednym z wielu.

Gdybym miał przetłumaczyć przyjemność z obcowania z pięknymi miejscami w makijażu posezonowej przestrzeni, wyciszenia i prostoty na muzykę wybór miałbym chyba dość prosty.

7 thoughts on “Być ostatnim…

  1. Nie wiem,gdzie mogę się wypowiedzieć na temat tego,że jest Pan głosem nr 1 w Radiu Pogoda,więc czynię to tutaj.
    Elokwencja, kultura, inteligencja, opanowanie to Pana ogromne atuty.
    Powinien mieć Pan swój program również w TV, niech się od Pana uczą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s