Wśród „rodaków”

W praktyce poza nazwiskiem nie łączy mnie z tym krajem nic. Podejrzewam, że w moich żyłach nie ma nawet kropelki madziarskiej krwi. A jednak, gdy po raz pierwszy przekraczałem granicę węgierską poczułem coś, co trudno zdefiniować. Bo nosząc takie nazwisko przez całe życie czułem, jakbym nosił też na sobie ciuchy przesiąknięte zapachem węgierskiego ogniska.

Czytaj dalej

Reklamy

Życie od kuchni

Wejść do czyjejś kuchni, to jak otrzymać kulinarne, intymne zaproszenie. Przekroczyłem więc próg królestwa hinduskiej gospodyni z przepustką do onieśmielającego bogactwem i opieczętowanego rodzinnym stemplem unikalności skarbca, w którym otrzymałem kilka zbyt krótkich godzin na wypchanie kieszeni. Do dziś pachną tym, co łakomie stamtąd wyniosłem.

Czytaj dalej

Jakoś trzeba przetrwać…

Widziałem ją dokładnie w tym samym miejscu w 2010 roku. W 2011 też. I gdy wróciłem do Ernakulam zimą 2014 roku wciąż tam była. Niezłomnie. Na głównej ulicy miasta, MG Road, rozkładała pęk orzechów kokosowych. Nie zawsze ukryta w cieniu przed palącym słońcem cierpliwie czekała na klientów. Tak sobie radziła. Tak wypraszała od życia marne grosze, za które nauczyła się kupować kolejne dni.

Czytaj dalej

Wsiąść do pociągu…

Nawet 15 osób nieludzko stłoczonych na niewyobrażalnie małej powierzchni, bo na jednym metrze kwadratowym. Pociągi przeznaczone do przewozu 1700 pasażerów nafaszerowane i oblepione są czasami nadmiarem 4500 podróżnych. Czułem się więc, jak matador, którego po raz pierwszy postawiono na olbrzymiej arenie na przeciwko rozjuszonego i bezwzględnego byka. Zmiażdży mnie i rozjedzie na miazgę? Oto godziny przedpołudniowego szczytu w Bombaju. Zdeterminowany wchodzę na stację Andheri.

Czytaj dalej

Jak oprzeć się pięknej kobiecie, czyli historia o makijażu

– Och, piękna dziewczyno, kim jesteś?
– Zakochałam się w Tobie od pierwszego wejrzenia. Przyjmij mą miłość i spełnij me życzenia.
– Przykro mi, lecz nie mogę Cię poślubić bez zgody mego ojca.
– Życzę sobie, byś został moim mężem! Podejdź do mnie i mnie obejmij. Nie odpychaj mnie i powiedz, że mnie pożądasz.
– Twoje słowa działają na me uszy jak strzały. Spójrz Ty brudna kreaturo, co teraz się stanie! Czytaj dalej

Turkish Airlines

Dwaj wirtuozi sportu, dwie gwiazdy światowego formatu, podziwiani, ubóstwiani, nieprzeciętni, obrzydliwie bogaci. Lionel Messi i Kobe Bryant razem na ekranie. Nie o galaktycznym futbolu tym razem to film, ani nie o bajecznej NBA. To reklama Turkish Airlines, przewoźnika zdolnego – w tej reklamie – zachwycać i rozpieszczać, jak nikt inny. Podwinąłem więc nogi, by nie wbijały się kolanami w poprzedzający mnie fotel i zerkając na bezdusznie czarny ekran zepsutej rozrywki pokładowej przymierzyłem reklamę do rzeczywistości.

Czytaj dalej

Spełnione marzenie

Na kwadratowej kromce ciemnego pieczywa wylądował przerażająco gruby plaster słoniny, który zamaskowano po chwili równie hojną porcją musztardy. Spracowane ręce babci podały mi gotową zakąskę. Zjadłem pokornie świadom, że rezygnując z tej swojskiej kanapki nie zdołam przetrwać całodobowej podróży i tradycyjnie zakrapianego zaprzyjaźniania się ze współpasażerami przedziału w pociągu z Krymu do Lwowa.

Czytaj dalej

Gdy coś, co było, bezpowrotnie znika…

Wciąż jest na mapie. Wciąż kurz na zapylonych drogach wzbijają stopy tych samych mieszkańców. Wciąż gości upalnie rozleniwiające i perliste od potu na czołach lata. Wciąż spływa otumaniającą słodyczą wina z tych samych pofałdowanych finezyjnie winnic. Wciąż rodzą te same figowce. A jednak Krym się zmienił. I już nigdy nie będzie taki sam.

Czytaj dalej

Pikantna opowieść…

Są giełdy staroci i samochodów. Są potężne giełdy finansowe – na Wall Street czy w londyńskim City – oraz słynna giełda rybna w Japonii, gdzie najokazalsze tuńczyki osiągają niebotyczne kwoty. Ale jest też giełda, która nadaje życiu niemal każdego człowieka na świecie wyjątkowej pikanterii. Giełda pieprzu. Jedyna taka. W indyjskim mieście Kochi. Zapraszam do świata przypraw i hipnotycznie zniewalających zapachów.

Czytaj dalej

Bogliasco

Przyjemnie jest czasem stawiając stopy w zupełnie nowym miejscu kompletnie nie wiedzieć, gdzie powinno się pojechać, który kierunek obrać i na której stacji wysiąść. Można wtedy zagadując przypadkowych przechodniów zebrać paletę możliwości i beztrosko wybrać z niej coś według dowolnego, nawet najbardziej naciąganego kryterium. Tym razem była to dźwięczna nazwa nadmorskiej, liguryjskiej miejscowości.

Czytaj dalej