Niebo w gębie

Wszystko, dosłownie wszystko, dla nieoswojonego z takimi warunkami i widokami konsumenta przemawiało za tym, by ten „lokal” ominąć, by pod żadnym pozorem nie brać go pod uwagę w poszukiwaniach późnego obiadu. Ale decyzja zapadła. Wybór został dokonany. Nigdy więcej nie jadłem tak znakomitej dosy…

Droga z lotniska w Port Blair do miejscowego portu zabiera taksówkarzowi kilkanaście minut. Wypełnione jedynie piekącym słońcem nabrzeże sprawia wrażenie wyludnionego i odłączonego od zasilania. Według rozkładu rejsów prom na wyspę Neil ma odpłynąć za parę godzin. Ale na wszelki wypadek pytam. W Indiach należy pytać. Upewniać się. Czasem wręcz drążyć. W nagrodę uzyskuję w biurze portu informację, że inny prom właśnie przygotowuje się do wypłynięcia. Nie ma czasu nawet kupić biletów. Nie szkodzi. Załatwi się to już na pokładzie. Na niemal pustym pokładzie, bo jak się okazuje, przebywa na nim jedynie kilkuosobowa załoga oraz jedna para europejskich turystów. Po chwili biało-czerwona latarnia morska ustawiona na straży wybrzeża wyspy znika nam z oczu a łagodnie rozkołysane fale Morza Andamańskiego obiecują bezstresową podróż.

IMG_9304

Neil wita nas bezczelnie rozkosznym turkusem przybrzeżnej wody, podrygującymi na falach wielobarwnymi łódkami i plątaniną pajęczych nóg wgryzionych w wilgotny piasek mangrowców.

IMG_2947

IMG_2946

Jest też długie, szare, betonowe ramię nabrzeża, na którym po sprawnych manewrach kapitana promu stawiamy po krótkiej chwili pierwsze kroki. Nieopodal czekają cierpliwie dwaj młodzieńcy, wysłannicy dwóch najbardziej liczących się na wyspie ośrodków turystycznych, najwyraźniej rozczarowani tak mizerną grupą nowych, potencjalnych klientów. W naszych dłoniach lądują wysłużone i poblakłe informatory i zdjęcia promujące skromne eko-chatki. Chcę je najpierw zobaczyć. Krótkie negocjacje cenowe z właścicielem tuk-tuka i jedziemy na zachodni skraj wyspy. Tango Beach Resort chwali się nie tylko sąsiedztwem plaży, ale i nieustającą bryzą skutecznie chroniącą przed natrętnymi i naprawdę uprzykrzającymi życie plażowiczom sand flies. Są tak drobne, że nie widać, kiedy przysiadają na skórze – pozostawiają za to po ukąszeniach zaczerwienione plamki, które świądem dają o sobie znać dopiero po paru godzinach obsypując ciało mieszaniną dokumentujących obecność owadów kropeczek oraz krwistych smug po nieuchronnym drapaniu się. Pearl Park z kolei od swojej plaży jest nieco oddalony, ale rekompensuje to najlepszym widokiem zachodów słońca.
Są hipnotycznie piękne. Uzależniają.

DSCN0842

Kolejna porcja negocjacji, tym razem z managerem ośrodka, i z ustaloną ceną oraz coraz bardziej ciążącymi plecakami zajmujemy jeden z domków. Można teraz wrócić do centrum Neil i coś zjeść.

Pytającym spojrzeniem zaczepiam parę młodych Argentyńczyków, którzy właśnie skończyli posiłek i wstali od stołu. Byli zachwyceni. Poczuć niebo w gębie tu?! W miejscu, które przyprawiłoby o zawał każdego inspektora Sanepidu bez wyjątku? Otóż to.

IMG_2988

IMG_2986

Bez cienia obaw, z nasączonym apetytem na przygodę zadowoleniem i wszechogarniającą ciekawością składam zamówienie. Onion/Tomato Dosa. Taktownie pytam, czy mogę właściciela, szefa kuchni, zaopatrzeniowca i kelnera w jednym fotografować i filmować. Zgadza się. Zaczyna się niezwykły spektakl. Nigdy wcześniej nie widziałem mężczyzny w tak skromnych okolicznościach a jednocześnie tak dumnego z własnej pracy. Mimo świadomości, że jest nagrywany, ani razu nie zerka w obiektyw. Na jego twarzy widać skupienie i koncentrację. W ruchach mistrzowska płynność i pewność każdego gestu. Nie pozwala się niczemu rozproszyć. Gra swoją rolę perfekcyjnie. Choć to przecież nie jest gra. To jego życie. Jego praca. Jego biznes – choć słowo to nijak nie chce się wpasować do obrazka, który mam przed moimi europejsko skrzywionymi oczami. Biznes, które daje mu – co wyraźnie widać w jego oczach – poczucie spełnienia, kompetencji i ważności.

Cebula posiekana niewielkim nożem na desce przypominającej bardziej mini podkład kolejowy niż kuchenne narzędzie ląduje w rozgrzanym woku. Pomidorów brak. Tu nie ma zapasów. Tu się ich nie robi. Tu mało kogo na nie stać. Tu potrawy powstają niemal na zamówienie, z produktów, które dla klienta trzeba dopiero przynieść. By nic nie zostawało, nie psuło się, nie marnowało. Po drugiej stronie drogi niewielki stragan warzywny. Kucharz wychodzi i wraca po chwili trzymając w dłoni 4 niewielkie pomidory. Kroi je na „podkładzie kolejowym” i dorzuca do naczynia.

IMG_2989

Cebula i pomidory. I mnóstwo przypraw! Nie sądziłem, iloma przyprawami można wzbogacić smak dwóch zaledwie głównych składników. Palce kucharza co rusz nurkują w kolejnych pojemnikach wypełnionych aromatycznymi proszkami i nasionami. Przestaję je już liczyć. Szef kuchni wyciera oblepione tą paletą smaków dłonie we własny strój lub posłusznie przyjmującą kolejną porcję nieczystości ściereczkę. Przygasający pod wokiem ogień można pobudzić kilkoma ruchami prostej pompki, która wtłacza w palenisko świeże krople ropy.

IMG_2990

Obok rozgrzewa się już pokaźna patelnia, pod którą płoną troskliwie dokładane przez kucharza wysuszone patyczki wyzbierane z okolicznych poboczy i gajów. Trzeba ją jeszcze przygotować. Kucharz chwyta więc specjalnie przygotowany kijek, którego końcówka owinięta jakimś materiałem przypomina kokon. Natłuszczony kokon. Na patelni rozlewa się po chwili podobne do naleśnikowego ciasto na dosę. Ekspercka kontrola, kilka wytrenowanych ruchów, i naleśnik jest już gotowy, by wypełnić go przepysznie przyprawioną, wegetariańską zawartością.

IMG_2994

Kucharz znika na chwilę na zapleczu swojego królestwa i wraca z niemałym, metalowym talerzem, karykaturą dostojnej zastawy, tu jednak traktowanym z godnością i uzasadnioną elegancją. Dosa jest gotowa. 40 rupii. Niecałe 3 złote za niebo w gębie. Dziękując za wyjątkowe danie, wyjątkowo przyprawione, wyjątkowego człowieka, z wyjątkowego baru – wręczam skromną pamiątkę, barwną pocztówkę z Polski z kilkoma zdjęciami najbardziej znanych nad Wisłą miejsc i miast. Zadowolony i dumny restaurator wkłada ją za szybkę w gablocie oddzielającej stoliki od zaplecza. Na widocznym, wręcz honorowym miejscu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s