Rum z colą

Podróże kształcą? Owszem, i to bardziej niż można się tego spodziewać. Bywa, że lekcje te zawstydzają i kompromitują, zaskakują i uczą pokory, rujnując pozornie głęboko zakorzenione przekonanie o zrozumieniu świata i umiejętności względnie swobodnego poruszania się w nim. Oto jedna z takich lekcji.

Przyzwyczajony do umieszczonego w panelach nad głowami pasażerów tanich przewoźników lotniczych przycisku wzywającego załogę nie znalazłszy go tam na pokładzie samolotu Boeinga 777 linii Emirates rozpoczynam detektywistyczne poszukiwania. Fiasko. Przycisku nie ma nad głowami ani przy oparciach foteli. Z rezygnacją przeczekuję minuty licząc na to, że zaczepię przechodzącą akurat w pobliżu stewardesę. Nic z tego. Jak na złość żadna z nich nie miała w tej chwili celu, by się w sąsiedztwie pojawić. Zabijam czas przerzucając rozbudowanym, wielofunkcyjnym pilotem sterującym pokładowym centrum rozrywki kolejne piosenki na kolejnych albumach. Przeszukuję bibliotekę filmów nie uwalniając się od wrażenia zgrzytającej bezradności. I nagle wzrok opada badawczo na jeden z licznych przycisków rozrzuconych obustronnie na multimedialnym pilocie. Zaznaczona na nim sylwetka człowieka wyjaśnia wszystko i miesza satysfakcję z odkrycia z zażenowaniem długotrwałym brakiem spostrzegawczości. Po chwili stewardesa była przy mnie a po kolejnej wlewałem rum Bacardi do plastikowego kubeczka zalewając go buzującą colą. Łyk nagrody pocieszenia. Lekcja odrobiona. Na ocenę mierną rzecz jasna.

Lotnisko w Dubaju. Pouczony lekturą porad w internecie zdobywam przysługujący tranzytowym pasażerom Emirates voucher na bezpłatny posiłek. Na tej lekcji wstydzić się na szczęście nie muszę. Na odwrocie kartonika pokaźny spis barów, kawiarni i restauracji honorujących kupon. Wybór spory a bary rozrzucone po wszystkich strefach olbrzymiego terminala. Wyszukuję te najbliższe mojego stanowiska odlotu. Znajduję 4. W tym McDonalds, który natychmiast odrzucam. Nie po to pokonuje się tysiące kilometrów, aby napchać żołądek bylejakością znanych już wrażen. Wybieram Olives&Fig podszywającą się pod śródziemnomorski styl. Obsługa przyjmuje voucher i w zamian wręcza listę posiłków, które mogę wybrać. Znowu analiza i rozstrzygnięcia. Z kilkunastu możliwości decydują się na falafel z humusem a do picia zamawiam sok z mango. Skromny, ale nie budzący zastrzeżeń zestaw pojawia się na stoliku po paru minutach i w zupełności spełnia swoje śniadaniowe zadanie. Ciekawość i odrobina zaniepokojenia niesie mnie jednak do baru, po sąsiedzku, który także mogłem wybrać. Ocean Food. Porównuję i oceniam. No tak. Przecież przede mną dwa tygodnie na indonezyjskiej wysepce. Przecież „ocean food” wypełni za chwilę większość moich poranków i wieczorów, uważam więc swój wybór za w pełni trafiony i uzasadniony. Miło po dawce wstydu i zażenowania poczuć się przez chwilę nie tylko sytym, ale także kompetentnym i bezbłędnym.

Muzycznie czuje się w samolocie rozpieszczany. Wśród nowości odnajduję Daft Punk i kilkakrotnie powracam do zachwycającego mnie utworu „The Game of Love”. Potem na przekór obranemu kierunkowi podróży wsłuchuję się w najnowsze kompozycje islandzkiej ikony Sigur Ros a zachęcony skandynawskimi brzmieniami zaczepiam jeszcze o album Royksopp. Odkurzanie wspomnień i młodzieńczych wzruszeń gwarantuje dłuższy przystanek przy niekończącej się liście hitów brytyjskiej listy przebojów od lat 50. po rok 2013. Swoiste „Back To Life”, jak w piosence grupy Soul To Soul z 1989 roku zrzuconej ze szczytu UK Hits przez Lisę Stansfield i jej „Around The World”. Around the world… no właśnie… pode mną w ciemności strefy nocy, w którą samolot się wbija, leżą rozrzucone i niedostępne dla obcych, ale zasiedlone przez jedne z ostatnich na planecie odizolowanych plemion Nikobary. Z andamańskiej wyspy Neil niespełna 4 lata temu dzieliło mnie od tych wyjątkowych ludzi tak niewiele. Teraz wyniesiony na bezpieczną dla tubylców wysokość mijam ten świat strzeżony dodatkowym i wyjątkowo zgęstniałym kordonem mroku. Próżne wysiłki. Nie dostrzegam żadnego, najmniejszego nawet świetlnego punkciku. Pozostaje wiec znów sięgnąć po rum. Wszak pierwsza lekcja została odrobiona…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s