Samotność pod parasolem

Tłum zbiera się tu regularnie, aby do głosu doszła samotność. Przewrotne. I to w samym środku wielomilionowej, jednej z największych metropolii świata. Na targach matrymonialnych w Parku Ludowym w Szanghaju tradycja zderza się z nowoczesnością, nadzieja z desperacją a serce z portfelem.

Czytaj dalej

Góry Żółte – Huangshan – część 2

Po pierwszym, deszczowym i mglistym dniu w Huangshan Scenic Area, kolejne dwa budziły mnie i żegnały bezchmurnym niebem i bezkresnym widokiem. Zrozumiałem dlaczego niektórzy przemierzając tutejsze szlaki wspominają, że czuli się, jakby mieli przed oczami fantastyczne, nierealnie wręcz piękne góry z filmu Avatar.

Czytaj dalej

Góry Żółte – Huangshan – część 1

Zobaczyć Góry Żółte, nawet gdy się w nich już jest, to nie taka prosta sprawa. Zanim tam pojechałem wiedziałem o – średnio – 250 dniach w roku, które skrywają te piękne szczyty za szczelną zasłoną chmur. Unikalne zjawisko „morza mgieł” zachwyca tu tajemniczością, ale większość turystów okrada równocześnie z szansy na podziwianie zapierających dech w piersiach widoków. Gdy stawiałem na górskim szlaku pierwsze kroki w uporczywym deszczu i mlecznej mgle byłem pewien, że poszerzę grono podróżników, których relacje o tym, czego nie zdołali zobaczyć czytałem przed wyjazdem do Chin. Nic bardziej mylnego. Po 3 dniach wyjechałem z Huangshan z takimi poparzeniami skóry, że wylądowałem w szpitalu w gabinecie dermatologa.

Czytaj dalej

Wśród „rodaków”

W praktyce poza nazwiskiem nie łączy mnie z tym krajem nic. Podejrzewam, że w moich żyłach nie ma nawet kropelki madziarskiej krwi. A jednak, gdy po raz pierwszy przekraczałem granicę węgierską poczułem coś, co trudno zdefiniować. Bo nosząc takie nazwisko przez całe życie czułem, jakbym nosił też na sobie ciuchy przesiąknięte zapachem węgierskiego ogniska.

Czytaj dalej

Życie od kuchni

Wejść do czyjejś kuchni, to jak otrzymać kulinarne, intymne zaproszenie. Przekroczyłem więc próg królestwa hinduskiej gospodyni z przepustką do onieśmielającego bogactwem i opieczętowanego rodzinnym stemplem unikalności skarbca, w którym otrzymałem kilka zbyt krótkich godzin na wypchanie kieszeni. Do dziś pachną tym, co łakomie stamtąd wyniosłem.

Czytaj dalej

Jakoś trzeba przetrwać…

Widziałem ją dokładnie w tym samym miejscu w 2010 roku. W 2011 też. I gdy wróciłem do Ernakulam zimą 2014 roku wciąż tam była. Niezłomnie. Na głównej ulicy miasta, MG Road, rozkładała pęk orzechów kokosowych. Nie zawsze ukryta w cieniu przed palącym słońcem cierpliwie czekała na klientów. Tak sobie radziła. Tak wypraszała od życia marne grosze, za które nauczyła się kupować kolejne dni.

Czytaj dalej

Wsiąść do pociągu…

Nawet 15 osób nieludzko stłoczonych na niewyobrażalnie małej powierzchni, bo na jednym metrze kwadratowym. Pociągi przeznaczone do przewozu 1700 pasażerów nafaszerowane i oblepione są czasami nadmiarem 4500 podróżnych. Czułem się więc, jak matador, którego po raz pierwszy postawiono na olbrzymiej arenie na przeciwko rozjuszonego i bezwzględnego byka. Zmiażdży mnie i rozjedzie na miazgę? Oto godziny przedpołudniowego szczytu w Bombaju. Zdeterminowany wchodzę na stację Andheri.

Czytaj dalej

Jak oprzeć się pięknej kobiecie, czyli historia o makijażu

– Och, piękna dziewczyno, kim jesteś?
– Zakochałam się w Tobie od pierwszego wejrzenia. Przyjmij mą miłość i spełnij me życzenia.
– Przykro mi, lecz nie mogę Cię poślubić bez zgody mego ojca.
– Życzę sobie, byś został moim mężem! Podejdź do mnie i mnie obejmij. Nie odpychaj mnie i powiedz, że mnie pożądasz.
– Twoje słowa działają na me uszy jak strzały. Spójrz Ty brudna kreaturo, co teraz się stanie! Czytaj dalej

Turkish Airlines

Dwaj wirtuozi sportu, dwie gwiazdy światowego formatu, podziwiani, ubóstwiani, nieprzeciętni, obrzydliwie bogaci. Lionel Messi i Kobe Bryant razem na ekranie. Nie o galaktycznym futbolu tym razem to film, ani nie o bajecznej NBA. To reklama Turkish Airlines, przewoźnika zdolnego – w tej reklamie – zachwycać i rozpieszczać, jak nikt inny. Podwinąłem więc nogi, by nie wbijały się kolanami w poprzedzający mnie fotel i zerkając na bezdusznie czarny ekran zepsutej rozrywki pokładowej przymierzyłem reklamę do rzeczywistości.

Czytaj dalej

Spełnione marzenie

Na kwadratowej kromce ciemnego pieczywa wylądował przerażająco gruby plaster słoniny, który zamaskowano po chwili równie hojną porcją musztardy. Spracowane ręce babci podały mi gotową zakąskę. Zjadłem pokornie świadom, że rezygnując z tej swojskiej kanapki nie zdołam przetrwać całodobowej podróży i tradycyjnie zakrapianego zaprzyjaźniania się ze współpasażerami przedziału w pociągu z Krymu do Lwowa.

Czytaj dalej